Rekolekcje dla kobiet w warcinie
Na rekolekcje do Warcina pojechałam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bardzo chciałam wysłuchać konferencji Uli Lampki, spotkać się ze znajomi kobietami, ale i też poczuć siłę wspólnoty, która zwykle w niesamowity sposób tworzy się w czasie takich błogosławionych dni. Z drugiej strony rozum podpowiadał mi, że powinnam zostać. Tyle nie dokończonych spraw, nie sprawdzonych klasówek i … Kuba, mój jedyny syn, dla którego ciągle brakuje mi czasu. Wiedziałam jednak, że jeśli nie pojadę, będę żałowała i nie znajdę sobie miejsca w domu. Jak żywe stawały mi przed oczami obrazy sprzed roku – żarliwa modlitwa podczas nabożeństwa uwielbienia, poczucie bliskości Pana Boga, wspaniałe osoby i to, co się wydarzyło, kiedy byłam na rekolekcjach – mój mąż po tylu latach rzucił palenie. Nie, musiałam tam być!
Wyjechałyśmy z Iwoną dopiero w sobotę rano, choć rekolekcje rozpoczęły się już w piątek. Do Warcina dotarłyśmy dość szybko, choć nie powiem, żeby dobrze prowadziło mi się samochód – niebo pokrywały chmury, siąpił deszcz, a wycieraczki niemiłosiernie piszczały. Kiedy jednak rozpoczęła się modlitwa poranna, poczułam się wspaniale. Kolejne godziny wypełnione słowami Uli i świadectwami niektórych z nas, mijały szybko. Po ćwiczeniu, które zaproponowała Ula, większość wróciła do jadalni ze łzami w oczach i rozmazanym makijażem. To Duch Święty działał w nas, a Jezus oczyszczał nasze serca i wlewał w nie spokój i ukojenie. Wieczorne nabożeństwo było pięknym zakończeniem dnia.
Ranek przywitał nas słońcem i cudownie rześkim powietrzem. Moja dusza radowała się w Panu. Jak wspaniale było mieć wokół siebie tyle prawdziwie dobrych osób, które nie oceniają, nie kpią, nie obgadują. Po raz kolejny Pan przemówił do mnie przez ludzi, którzy stanęli na mojej drodze. Każda rozmowa miała dla mnie ogromne znaczenie. Otrzymałam odpowiedzi na nurtujące mnie ostatnio pytania, przede wszystkim jednak moje lęki i obawy przed podjęciem trudnych życiowych decyzji gdzieś odpłynęły. Nie wróciły nawet wtedy, gdy na skrzyżowaniu kilka dni później w mój samochód wjechał autobus. Ze spokojem obejrzałam zgniecioną maskę auta i podziękowałam Panu, że nikomu nic się nie stało. Nawet nie miałam wielkiego żalu do kierowcy, który wymusił pierwszeństwo i doprowadził do stłuczki. Skoro tak się stało, widocznie tak musiało być. Głęboko wierzę, że w życiu nie ma przypadków. Kocham Pana i ufam Mu. Wiem, że jest ze mną i nigdy mnie nie opuści.
Już nie mogę doczekać się kolejnych rekolekcji w Warcinie!
Chwała Panu !
Joanna Kaczmarczyk
Joanna
